• Wpisów: 8
  • Średnio co: 125 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 00:44
  • Licznik odwiedzin: 304 / 1127 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
mk-no-go
 
Poziom osiemnasty osiągnięty!

Wczoraj nabiegałam się za Troll'em, w żadnym z Empików w Centrum nie było tego podręcznika. Dzisiaj zamówiłam książkę przez internet, nie mam już ochoty latać po księgarniach ani też czasu.

Obejrzałam dzisiaj dwa odcinki True Blood i jestem pod wrażeniem. Na początku nie podobał mi się aktor grający Bill'a, ma bardzo specyficzną urodę. Z drugiej strony po dziurki w nosie mam przesłodzonych i lalusiowatych krwiopijców, którzy cierpią z powodu tego, iż są wampirami. Mam nadzieję, że William w kolejnych epizodach nie zacznie użalać się nad sobą. Swoją drogą czy zdrobnienie tego imienia to Will, więc skąd się wziął Bill?

Co do mojego angielskiego narzeczonego to może się on wypchać trocinami i tak zachowuje się jak kukiełka. Niech też nie wchodzi mi w drogę, bo marny będzie jego los!

Ostatnio znów cierpię na bezsenność - a ile z tego mam radości (czysty sarkazm)! Liczenie owieczek, baranków, małpek, chomików, itp. nie pomaga a wręcz denerwuje. A propos chomików, mój Price umarł i po dwóch tygodniach żałoby kupiłam Kol'a. Jest śliczny! Ma czarno białe futerko i strasznie nie lubi kiedy biorę go na ręce. Na szczęście jogurtowy dropsik zawsze działa kojąco na zszarpane nerwy mojego chomisia.
 

mk-no-go
 
Go poszło w odstawkę odkąd plączę się z R., pasierbem mojej Mamy koleżanki. Zacznę od początku, tydzień temu do Polski z Anglii przyjechała koleżanka Mamy z czasów szkoły średniej i oczywiście ja też musiałam pojechać na ich spotkanie. Zawsze mnie takie imprezy denerwują, ludzie, których widzę pierwszy raz w życiu oglądają mnie dokładnie i jeden przez drugiego rzuca, do którego z rodziców jestem podobna. Najczęściej słyszę, że do Mamy tylko oczy mam po ojcu - "jak dwa węgielki" -.-". Z moją Mamą się nie dyskutuje, jak coś postanowi to ma tak być i za wszelką cenę potrafi dążyć do zrealizowania wyznaczonego sobie celu. Pani A. przyleciała ze swoim jakże angielskim małżonkiem i rudym, wysokim R. Kiedy specjalnie zostałam zostawiona z R. sama zaczęliśmy rozmawiać, tzn. on mówił a ja próbowałam go zrozumieć. Podłamałam się, że mój angielski jest taki kiepski, iż nie potrafię się spokojnie dogadać. Okazało się, że R. ma wadę wymowy. Później przyszedł "angielski małżonek", który operuje czystą i wyraźną angielszczyzną i nie miałam problemu z dogadaniem się z nim. Byłam zdenerwowana i zła, że dałam się namówić na wspólny wieczór u rodziny S. Szybko się zabrałyśmy z Mamą do domu, jak tylko dojechałyśmy moja rodzicielka zadzwoniła do koleżanki, żeby poplotkować. Pani A. powtórzyła mojej Mamie co R. powiedział na mój temat a rzucił tylko "jest śliczna". Musiałam obiecać rodzicielce, że zadzwonię do niego następnego dnia i pokażę miasto. Co też uczyniłam bez zbędnej ekscytacji, miałam problem ze znalezieniem dworca WKD, nawet nie wiedziałam, że taki w ogóle istnieje. W sobotę R. przyjechał po mnie do centrum i pojechaliśmy do domu rodziny S. na grilla. Kiedy siedzieliśmy w pociągu do G. zachciało mi się spać, R. zaproponował, że mogę się o niego oprzeć. Skorzystałam  propozycji, kiedy byłam w tzw. pół śnie poczułam jak bierze mnie za rękę i opiera policzek o moją głowę. Kiedy już dojechaliśmy w pewnym momencie usiedliśmy w kuchni, nie było miejsca w ogródku, gdyż wszyscy się tam porozsiadali. Właśnie w tym nieszczęsnym pomieszczeniu z masą urządzeń agd, R. mnie pocałował. W niedzielę poszliśmy na obiad. W poniedziałek musiałam odpocząć, więc się nie spotkaliśmy. We wtorek odbył się "rodzinny wypad" do K. i J., czyli jednodniowa wycieczka na dwa samochody, w jednym mój niedoszły ojciec chrzestny, Pani A. i jej "angielski mąż" w drugim moja Mama, R. i ja. Oczywiście Pani A. i moja Mama zauważyły, że się całowałam z R., pomimo iż bardzo uważałam, żeby nas nikt nie zauważył. Wczoraj byliśmy w Wilanowie, R. był nim zauroczony.
 

mk-no-go
 
Zbliża się sesja i nawet nie mam czasu, aby pograć w Go a co dopiero podnieść poziom moich umiejętności.

Parę dni temu odebrałam bilety na koncert DeG'a. Bardzo się cieszę, że chłopcy grają tym razem w Warszawie. Jak usłyszałam Diru na żywo dwa lata temu w Katowicach byłam rozczarowana. Odniosłam wrażenie, że Kyo strasznie się męczy śpiewając i o wiele lepiej jego głos brzmi na płytach niż w realu. Chociaż jak usłyszałam od Agi, że mają znowu zagrać w Polsce to od razu się uparłam, że musimy iść na ich koncert. W końcu co ja mogę poradzić na moją słabość do Japończyków? Poza tym Dir en Grey zawsze będzie kojarzył mi się z dobrymi czasami, czyli szkołą średnią. Jestem ciekawa czy w Stodole wypatrzę kogoś znajomego.
 

mk-no-go
 
Wpis wysłany sms'em
Dzisiaj spotkałam się z Sebą, niestety był w kiepskim humorze gdyż jego najnowsza ukochana go porzuciła dla sporo młodszego kolegi z pracy. Nawet ani jednym słowem nie wspomniałam o Go, zamiast tego odgrywałam rolę pocieszycielki.
 

mk-no-go
 
Wpis wysłany sms'em
Próba mikrofonu.
 

mk-no-go
 
Otóż dzisiaj wspaniały program o wdzięcznej nazwie MFoG, ku mojej ogromnej radości, zakwalifikował mnie na poziom 20kyuu.
Wczoraj listonosz dostarczył mi długo wyczekiwane książki, teraz jestem dumną posiadaczką serii "Speed Baduk". Mam nadzieję, że niedługo znajdę się na poziomie pomiędzy podstawowym a zaawansowanym.
 

mk-no-go
 
Nie mam na nic ochoty, a już samo myślenie o tym co muszę zrobić wywołuje u mnie drgawki i ostry ból głowy.
Według programu MFoG jestem na poziomie 22 kyu. Jak na osobę, która jeszcze za bardzo nie wie o co w tym wszystkim chodzi to i tak jest dobrze. Rozegrałam dwadzieścia partii z czego siedemnaście przegrałam. Gdzieś przeczytałam, że każdy kto zaczyna swoją przygodę z Go powinien rozegrać przynajmniej sto partii, żeby mógł nazywać siebie początkującym.
Dzisiaj idę na rozmowę w sprawie pracy, mam cichą nadzieje, że ją dostanę.
 

mk-no-go
 
Rozmawiałam wczoraj z Sebastianem, kiedy skończył swój długi monolog o tym jak to trudno jest żyć w dzisiejszych czasach, powiedziałam mu, że uczę się grać w Go. W słuchawce zapanowała ciężka cisza i już myślałam, że znowu mam jakiś kłopot z telefonem. Lecz śmiech Bastka utwierdził mnie w przekonaniu, iż komórka działa poprawnie.
"Wiesz, podobno aby grać w Go trzeba wykazać się logicznym myśleniem?" - usłyszałam rozbawiony głos Sebastiana.

“Ach, twierdzisz, że sobie nie poradzę?”


“Nie, nie... Po prostu nie wyobrażam sobie ciebie siedzącej przed planszą i główkującej gdzie położyć kamień.”


"Dziękuję, że uważasz mnie za intelektualną ropuchę, która siedzi całymi dniami na kamieniu i rozgląda się za dużymi muchami." - akurat w tamtym momencie chciałam się rozłączyć. Miałam kiepski dzień a poza tym myślałam, iż usłyszę coś w stylu - będę cię wspierać albo jakąś inną bzdurę, która podniosła by mnie na duchu.

“Przestań. Wiem, że to ten jeden z twoich pomysłów, do których masz zapał przez pierwsze parę dni a później rzucasz je w cholerę.”


I tutaj Bastek się myli.